wtorek, 5 maja 2015

Deliberacje

Nie spałam dziś praktycznie całą noc.
Przed czwartą zaczęły śpiewać ptaki. Ale takie zupełnie inne ptaki, które grają jedynie o brzasku, a potem milkną, by ich miejsce mogły zająć standardowe głosy ptaków porannych i dziennych.
Przed piątą zrobiło się jasno. Słońce jeszcze nie wzeszło, ale mrok ustąpił niemalże całkowicie.
Po piątej usłyszałam odgłos przejeżdżającego pociągu.
Nigdzie w pobliżu nie ma przejazdu kolejowego.
Przypomniało mi się, jak będąc małą dziewczynką snułam historię o niewidzialnym pociągu. Ten prawdziwy przez całe lata jeździł pod moimi oknami przez ogródki działkowe (śladowo pamiętam te czasy, ale wiem, że tak było) po czym  linia ta została nagle zlikwidowana. Pociągu już nie było, pozostał natomiast stukot kół i wszystkie inne odgłosy towarzyszące normalnej żyjącej kolei.
Dziś wiem, że nie są to echa przeszłości, tylko echa dochodzące z odległego przejazdu kolejowego na granicy Bykowiny i Kochłowic.
W porannych, cichych godzinach dźwięki te są zaskakująco dobrze słyszalne i niosą się silnie po całej okolicy.
Wpół do szóstej. Słońce po raz kolejny postanowiło jednak wstać.
Zaszczekał gdzieś pies, zagruchała dwa razy cukrówka. Nie lubię cukrówek.
Szósta. Pora wstać. Iść do TV.
Napisać kolejny scenariusz, bądź zostać przezeń napisaną.


Analog - 2009

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza